„Jak Bolka trampki”

„Jak Bolka trampki”- czyli życie oczami pani Barbary Grabowskiej

-Ile lat Pani pracuje w naszej szkole?

-W tym roku będzie już trzydzieści.

-Jest Pani usatysfakcjonowana pracą w szkole?

-Tak, oczywiście. Bardzo lubię swoją pracę.

-Jakie ma Pani zainteresowania poza geografią?

-Nie wiem, czy potrafię mówić o innych zainteresowaniach, ponieważ praca jednak trochę przysłoniła mi życie. W związku z tym mam niewiele czasu na inne rzeczy, aczkolwiek nadal w każdej możliwej chwili czytam.

-Od kiedy geografia odgrywa tak ważną rolę w Pani życiu?

-Od kiedy? Od liceum.

 -Czyli od liceum był to Pani ulubiony przedmiot?

-Dokładnie tak, chociaż miałam ich kilka. Jestem typem człowieka, któremu drogę pokazał nauczyciel. Od zawsze chciałam pełnić ten zawód,  ale kiedyś miałam inne priorytety przedmiotowe. Jednak później na mojej drodze pojawiła się nauczycielka, dzięki której zrozumiałam, że geografia naprawdę jest ciekawa.

-Gdyby miała Pani  znowu dwadzieścia lat, co by Pani sobie powiedziała?

-Z tą wiedzą co teraz? Myślę, że paru błędów bym nie popełniła. Kilka dróg wybrałabym innych, jednak też związanych ze sprawami zawodowymi. Ani przedmiotu ani zawodu oczywiście bym nie zmieniła. Przypuszczam, że moje miejsce pracy też by się nie zmieniło.

-Czy uczniowie potrafią wyprowadzić Panią z równowagi?

-Przecież za to mi nie płacą-  za denerwowanie się. Czasem może się uczniowi wydawać, że jestem zdenerwowana. Bardzo rzadko zdarzają się takie sytuacje, kiedy ja naprawdę mogę zostać wyprowadzona z równowagi. Nie wyobrażam sobie tego, że mogłabym się obrazić na podopiecznych, bo to oznacza, że się nie rozumiemy. Moim zadaniem jest to, żebyśmy się dogadali, osiągnęli jakiś kompromis. Nawet jeśli uczeń w danym momencie jest agresywny, bo zdarzają się takie sytuacje, to pojawia się pytanie, dlaczego taki jest? Może ja mu nadepnęłam na odcisk, nieświadomie. Ale być może ma problemy rodzinne czy życiowe. Ja muszę poszukać i znaleźć przyczynę. Czasem trzeba umieć odpuścić i nie podchodzić do sprawy osobiście. Pewnie są tacy uczniowie, którzy chcą obrazić nauczyciela. Jednak ja mam jedną dobrą zdolność życiową – zapominam złe rzeczy, umiem je wyprzeć i to mi pomaga.

-Jaka najdziwniejsza sytuacja zdarzyła się na Pani lekcji?

-Nie mam pojęcia, chociaż wiele takich rzeczy było. Miałam swego czasu taką klasę. To była moja pierwsza w tej szkole, trudna jak diabli. Byli to jednak inteligentni ludzie. Nauczyciel historii zdenerwował ich. Miał świra na punkcie wyglądu ucznia, musiał być schludny, włoski przycięte, koszula wpuszczona elegancko w spodnie, najlepiej, żeby chodzili w garniturach. Chłopcy z mojej klasy, a było ich sporo, zmówili się i przyszli w garniturach do szkoły, ale jakich! To jest nie do opisania. Jak były spodnie w kratkę, to marynarka w paski, koszula w kwiatuszki i w piracki wzorek i krawacik. Ja nie wiem, skąd oni wzięli te ubrania, ale tak przyszli wszyscy. I to było fajne. Ja miałam szczęście do klas, wszystkie były ciekawe i zawsze coś nowego wnosili.

 -Gdyby złowiła Pani złotą rybkę i okazało się, że ma magiczne zdolności, jakie byłoby Pani życzenie?

-Na dzień dzisiejszy zdrowie, dla mnie i dla mojej rodziny.

Koło dziennikarskie III LO